Cykl „W roli głównej” to cykl wywiadów z ludźmi, z którymi na co dzień pracujemy i choć łączy nas właśnie praca, to nie na niej będziemy się koncentrować. Wywiady opierać się będą na sześciu wybranych i z zawsze tych samych pytaniach. Dziś w roli głównej Dagmara Zawadzka. 

 

„Gdyby świat się kończył o poranku, to wybrałabym kawę, a gdyby skończył się po południu, a dokładnie po 16:00, to herbatę!” 🙂

 

1. Sandra: Na dobry początek. Dosłownie początek, bo to nasz debiut. Ty jesteś moim debiutem! Opowiedz o sobie w kilku słowach.
Dagmara: Lubię być „debiutem” i cieszę się, że nim jestem!  A wracając do pytania, odpowiadam w odpowiedniej kolejności.

Jestem:

  • żoną z trzyletnim stażem,
  • mamą z półtora letnim stażem,
  • pracownikiem korporacji z dwunastoletnim letnim stażem, bo czuję, że to mój świat, że to ja go tworzę.
  • współwłaścicielką marki odzieżowej dla kobiet karmiących

Do tego ostatniego to ja się jeszcze nie przyzwyczaiłam!
Poza tym jestem wrażliwą osobą, ale, i na szczęście, wystarczająco pewną siebie.
To o mnie. To ja.

2. Czym się kierujesz? Czyli twoja „pierwsza liga” wartości?
To jest trudne pytanie. Pierwsza myśl: Bóg, Honor, Ojczyzna. Takie wartości z literatury, historii, ze szkoły. Wyuczone? Chwilę później myślisz „nadrzędną wartością dla mnie jest rodzina i muszę od niej zacząć”. Rodzina i długo, długo nic…ale przecież zawsze sobie powtarzałam, że największa wartością jesteś „Ty”.

Ja? 🙂
Człowiek 😀 Człowiek i jego samozadowolenie. Samorealizacja. Jeżeli u nas jest wszystko w porządku, to możemy to dalej oddawać światu. I to jest bardzo wartościowe. Oddać rodzinie. Oddać najbliższym. Człowiek jako wartość sama w sobie. I nie wiem, jak to pogodzić. Ten konflikt. Bo z jednej strony myślę „najważniejsza jest rodzina” i z tej samej strony… najważniejsza jest: samorealizacja, samozadowolenie, spełnienie. Takie moje szczęście. Taka wartość, o której się nie mówi. Ciężko to ująć… mam nadzieję, że mnie rozumiesz?

Tak i zamiast „konfliktu” widzę katastrofę! Jeśli ciśnienie w kabinie samolotu gwałtownie spadnie, zakładamy maskę najpierw sobie potem dziecku. Trzeba zacząć od siebie?
Tak. Właśnie. Dokładnie tak. Nie chcesz dawać komuś siebie, kiedy nie jesteś szczęśliwy. Ba.. gdybyś tak robił efekt byłby katastroficzny. O tym mało się mówi. Ludzie nieszczęśliwi przyciągają podobnych sobie. Przykład odwrotny to człowiek szczęśliwy, który jest najlepszym wzoremTak to obserwuję. Tak to działa i tak jest. Trzeba zacząć od siebie. A z Bogiem, Honorem, Ojczyzną wcale nie żartowałam. To u mnie nigdy nie straci na wartości.

3. Jaka jest Twoja „super moc”? 🙂
A na to akurat pytanie jest mi bardzo łatwo odpowiedzieć, bo to przerabiałam.. przerabiam i będę przerabiać i już wiem do czego jestem stworzona! Ja naprawiam, usprawniam, poprawiam…To jest ogrom sytuacji. Mam taką super moc, że przypadkiem znajduje się w sytuacji lub miejscu gdzie coś jest „bardzo nie tak” i muszę to zmienić. Tak nagle. Tak w trakcie. Przychodzi mi to łatwo. Idea zmiany jest mi bliska. Nasze czasy, to czasy zmiany. A ja się dobrze czuję w środowisku, w którym ciągle coś się zmienia. To jest super mocne!

4. Książka, którą „trzeba mieć”? I w domyśle nie pytam o PMBOKa 🙂
Znowu bardzo trudne pytanie… Cały czas jestem na etapie odkrywania. I już nawet nie wspomnę… albo wspomnę, że wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy odkryłam książkę „Siła nawyku” Charlesa Duhigga. Jak ją przeczytałam, to moja pierwsza myśl była taka „czemu ja jeszcze tego nie wiem?”. Ta książka powinna być w szkole, wszyscy powinni to wiedzieć. Kolejne moje odkrycie to wielki temat medycyny chińskiej. Ta sama refleksja – tego powinni uczyć w szkole.  A moje odkrycie 2017 roku i mam nadzieję, że to nie zabrzmi infantylnie, to książka „Młoda bez skalpela” słynnej amerykańskiej naturopatki: Nigmy Talib. Niby książka do czytania na plaży, ale każda kobieta powinna się z nią zapoznać. O dobrym samopoczuciu, o zdrowiu, o energii na co dzień, o radości życia i zaufaniu do samej siebie. I ostatnia, obecnie najważniejsza książka to „Księga rodzicielstwa bliskości” małżeństwa Marthy i Williama Sears. Dziś na spacerze ta książka wypadła mi z wózka, dogonił mnie mężczyzna i pyta: „Poważnie?! Naprawdę pani chciała zgubić tę książkę? No chwileczkę. Nie można takiej książki gubić proszę pani”. No nie można. Bardzo ważna dla mnie pozycja i dobijające jest to, że dopiero teraz ją mam. Uważam, że człowiek dużo wygrywa, czytając tę książkę. Szczególnie w dzisiejszych, znerwicowanych czasach. To budowanie świadomości rodzica, który wprowadza swoje dziecko w świat. I to, jak to zrobi, ma ogromny wpływ na jego życie. I dziękuję Ci, bardzo dziękuję, bo może ten wywiad kogoś, kiedyś, gdzieś zainspiruje do ich przeczytania. To są cudowne książki i to nie jest komercyjne podejście.

5. Teraz będzie jak na rozmowie kwalifikacyjnej. Gdzie będziesz w przyszłości?
Będę stała! I mówiła ludziom, żeby czytali te książki! (śmiech) Prócz spełnienia zawodowego, chciałabym móc pomagać innym. Tak na serio. Nie wiem jeszcze w jakiej roli. Może fundacja, może coach, konsultant? Może wspieranie przedsiębiorczości kobiet? Póki co czytam, czytam i czytam. A chciałabym pomagać. Być zrealizowaną kobietą, która wspiera inne. Takie moje marzenie…

6. Seria pytań z cyklu „pierwsza myśl”:

Ogień czy woda?
Hm.. nie wiem. No nie wiem.

To jest pytanie w wersji demo. W wersji pełnej mam jeszcze ziemię i wiatr 😉
No to woda! 🙂 Jestem z natury spokojna (chyba), ale staram się przeć do przodu. Zdecydowanie. Przede wszystkim do przodu.

Kawa czy herbata?
No najgorzej.. Uwielbiam kawę rano a po południu herbatę.

A gdyby świat się kończył, to co?! Wybieraj.
Gdyby świat się kończył o poranku to wybrałabym kawę, a gdyby skończył się popołudniu, a dokładnie po 16:00, to herbatę! 🙂

Najbardziej porusza Cię…
Czyjeś zwycięstwo. Wzruszam się, gdy ktoś zdobywa medale na olimpiadach. Wzruszam się, gdy ktoś pokona siebie.

Ostatnie pytanie. Najbardziej absurdalne w Twojej ocenie jest?
I to nam pięknie zamknie tę rozmowę. Najbardziej absurdalne dla mnie jest to, że potrafimy zablokować samych siebie. Nie lubimy czegoś, źle nam z czymś, bądź kimś i nie potrafimy ruszyć dalej. To jest dla mnie absurdalne, bo wszystko w naszych rękach. Mamy chwilę tu i teraz i sami się hamujemy. Znajdujemy powody, tylko po to, by nic nie zmieniać. To przykre.

Tamto miało być ostatnie i to jest poza „moim protokołem pytań”, ale pytałam już gdzie będziesz w przyszłości, a tak się składa, że poznałam Ciebie jako Dagmarę Szczypińską. Jeszcze nie Zawadzką. Co byś dziś powiedziała tamtej dziewczynie? Co by dziś Zawadzka powiedziała Szczypińskiej?
Tej z przeszłości? 🙂 „Oby tak dalej. Trzymaj się dziewczyno. Trzymaj się mocno i idź dalej. Idź dalej”.

Dziękuję za rozmowę. Było mi miło Ciebie poznać 🙂

 

Z Dagmarą Zawadzką rozmawiała Sandra Ciszonek